Teatr Telewizji TVP

Milena Suszyńska: Jagódka to intrygantka

– Mimo, że nie mówię ani słowa, moja postać jest bardzo znacząca – mówi Milena Suszyńska, grająca Jagódkę w spektaklu „Matka brata mojego syna” Juliusza Machulskiego.

Gra Pani Jagódkę, postać, która nie odzywa się w przedstawieniu, ale jest stale obecna w tle. To ciekawe zadanie aktorskie?

– Bardzo ciekawe. Nie odzywa się, ale jest cały czas obecna i pełni w spektaklu bardzo ważną rolę. Nie powiem jak ważną, żeby nie odbierać widzom przyjemności z zaskoczenia. Trzeba zagrać postać wyłącznie za pomocą mowy ciała, sposobu poruszania się, min i tak dalej.

A jaką funkcję pełni w przedstawieniu Pani postać?

– To intrygantka i na jej intrygach opiera się teatralna – że tak powiem – intryga.

To Pani pierwsze spotkanie z Teatrem Telewizji?

– Pierwsze.

I jakie wrażenia?

– Cudowne. Świetna ekipa z reżyserem na czele, sympatyczna intryga.

Dostała pani rolę Jagódki w wyniku castingu?

– Nie, po prostu dostałam telefon. Praca w Teatrze Telewizji wydała mi się tak ciekawa, że liczę na podobny telefon w przyszłości.

Od sezonu 2011/2012 jest Pani w zespole Teatru Narodowego i w obsadzie pokaźnego szeregu spektakli z wysokiej półki artystycznej, m.in. w „Tartuffie” Moliera w reżyserii Jacques’a Lasalle’a, czy w „Sprawie” Słowackiego w reż. Jerzego Jarockiego…

– Bardzo sobie to cenię, jako wielkie wyróżnienie. Teatr to najwspanialsza szkoła aktorstwa, nic go w tym nie zastąpi.

Pojawia się też Pani w serialach, choćby w „Piątym stadionie”, „rodzince.pl”, „Galerii”, „Ojcu Mateuszu”, „Czasie honoru”. Występowała Pani też w „Plebanii” i „Złotopolskich”…

– To też ciekawe doświadczenia, choć kompletnie inne niż w Narodowym i w Teatrze Telewizji.

Czasem słyszy się, że kwalifikacje teatralne, artystyczne w serialach nie pomagają…

– Jestem innego zdania.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz